Muzeum Historyczne w Bielsku-Białej

Jednostka kultury Samorządu Województwa Śląskiego

Paweł Kotowicz, Mniej oficjalnie

Skromne, małe i bardzo osobiste. Po prostu intymne, kolorowe notatki.

Robione dość szybko, czasami nie datowane i w większości nigdy nie eksponowane.

Może nadszedł czas, aby co nieco pokazać, opisać i zidentyfikować.

Prace na papierze były dla mnie zawsze bardzo ważne. Farby wodne – akwarela, jak i tempera czy gwasz – są tymi technikami, które stosuję nieprzerwanie od pierwszych świadomych prób malarskich. To materia, która jest mi bliska i jednocześnie mniej formalna do zapisywania pierwszych wrażeń i spotkań z motywem. Nie „spinam się” nad papierem, a ten luz (chyba) pozwala celniej uchwycić charakterystykę i sedno tematu.

Portret jest tym tematem, który zawsze najbardziej inspirował mnie do pracy. Lekkość akwareli pozwalała mi na estetyczne i nastrojowe zabawy z wizerunkami dzieci, dostojnych mężczyzn i atrakcyjnych kobiet.

Kiedyś może moje portrety były bogatsze, pełniejsze, dzisiaj są oszczędne. Najbardziej lubię te wykonywane spontanicznie, gdzieś na wyjazdach, spotkaniach, plenerach. Tak samo zresztą mam w malarstwie olejnym. Dzisiaj moje portrety są coraz bardziej wrażeniowe – jakby tylko naszkicowane, ale z uwzględnieniem podobieństwa modela. Uważam bowiem, że jest to cecha najważniejsza, nawet we współczesnym portrecie.

Bardzo bliska jest mi sztuka portretowa Juliana Fałata – zwłaszcza ta w wizerunkach najprostszych. W jego „Portrecie leśniczego”, „Portrecie góralki Anny” czy „Organisty z postaciami świętych biskupów”.Kwintesencją jest autoportret z 1920 roku, ten malutki, tak bardzo współczesny.

Moje liczne podróże po Europie, głównie do Włoch i Francji, były okazją do zaczerpnięcia nowych pomysłów inspirowanych architekturą przeszłości. Wielokrotnie malowałem francuski gotyk olbrzymich katedr wraz z włoskim bogactwem renesansu, w ciepłym popołudniowym słońcu.

Akwarela jest obecna w moim warsztacie równolegle do innych technik malarskich, które uprawiam. Pozostaje jednak trochę w cieniu głównych i bardziej kojarzonych ze mną prac pastelowych czy olejnych. Na domiar złego, trochę może zbyt szybko z wieloma z nich się rozstałem bez wcześniejszego fotograficznego udokumentowania.

Dla mnie AKWARELA to taki delikatny, kolorowy motyl, który pojawia się niespodziewanie, fascynuje, a potem gdzieś znika do kolejnego lata...

Paweł Kotowicz


 

 
 

Zofia Weiss

Akwarela jest jak taniec.
Ty prowadzisz,
ale czasem to farba prowadzi Ciebie.


Joseph Zbukvic


Akwarela jest techniką najczystszą, najbardziej bezbronną i jednocześnie najbardziej wolną – wymagającą nie tyle perfekcji, ile akceptacji niedoskonałości i piękna przypadku. W jej ulotności kryje się cała poezja istnienia.

Polska akwarela ma swoją własną historię. Jej rozkwit w XIX wieku, wraz z romantyzmem i realizmem, przynosi takie nazwiska, jak Piotr Michałowski czy Juliusz Kossak. Michałowski – romantyk – mieszkał w Krzysztoforzycach, zarządzał dobrami w Bolestraszycach, akwarela służyła mu jako szkicownik do kompozycji olejnych, malował akwarelą konie, stajennych, pocztylionów, dyliżanse i wiejskie jarmarki, portrety rumianych parobków i dżentelmenów w cylindrach. Dla Juliusza Kossaka natomiast, akwarela stanowiła technikę podstawową, to akwarelą malował duże kompozycje historyczne, Kościuszkę, sceny z polowań, pościgi za zającem i kozaków z sokołami na ramieniu. U Michałowskiego dukt pędzla mięsisty, u Kossaka delikatny rysunek, wydobywający najmniejsze szczegóły.

Akwarela służyła jako medium do szkiców w zasadzie wszystkim artystom, w Młodej Polsce rozkwitła, zaczęła rozbłyskać światłem i mienić się kolorami. Jako akwareliści stają się sławni Julian Fałat, Leon Wyczółkowski, Stanisław Masłowski, potem nieco młodsze pokolenie, w tym przede wszystkim Wojciech Weiss.

Zawsze towarzyszyła Leonowi Wyczółkowskiemu. W tej technice malował widoki Krakowa, zakole Wisły pod Wawelem, kołyszące się na wodzie barki, bukiety anemonów i martwe natury. A pod koniec swojego życia namaluje Wiosnę w Gościeradzu, o której sam napisze: Studia okna otwartego z widokiem na ogród, odchylona firanka, fotel. Tam to gra białość i zieleń (...). Wiosna wchodzi ze swym zapachem i podmuchem. O tej wiośnie chcę śnić w grobie (...). Jutro nowy fragment wiosny na innym papierze. Eksperymentowanie – oznaka romantyka, ja jestem romantyk.

Julian Fałat z nabożeństwem cyzelował rozbudowane sceny myśliwskie, by nieco później, szerokim gestem malować potoki w śniegu, rzeczne rozlewiska, sosnę wspierającą się konarami o przybrzeżną płycinę jeziora Świteź. Akwarelą maluje również widoki Krakowa, gdzie baszty średniowiecznych murów wyłaniają się z podbitej fioletem mgiełki jesiennych drzew na Plantach. Wśród jego prac w tej technice, jedna, mała i niezwykle skromna, będąca jego autoportretem (z ok. 1920 r.), ze zbiorów Muzeum Historycznego w Bielsku-Białej, poruszyła kiedyś Pawła Kotowicza, stając się dla niego twórczym drogowskazem.

Szczególnie bliski Pawłowi Kotowiczowi jest Apolinary Kotowicz, wprawdzie nie pradziad po prostej linii, ale być może praprzodek, którego niewielką akwarelę z 1903 roku artysta przechowuje z wielką pieczołowitością. Jest ona notatką dokumentującą fragment domowego obejścia. ­Przedstawia siekierę wbitą w pieniek koło zakratowanego okienka od piwnicy, porzucone drewniane taczki, stare, rozeschnięte beczki i rachityczne roślinki namalowane kilkoma dotknięciami malachitowej zieleni. To skromne studium Apolinarego, stanowi dla Pawła przestrzeń cichych i głębokich wzruszeń, przypomnienie przydomowego detalu, którego resztki artysta pielęgnuje u siebie w Glichowie. Akwarela ta wisi na jednej ze ścian dworu, a kurantowy zegar wywołuje z przeszłości godziny, ożywia świat, który możemy smakować w takich właśnie okruchach historii.

Obok Apolinarego Kotowicza wisi akwarelowe studium róży Wojciecha Weissa, które w dniu swoich urodzin otrzymała córka Pawła – Alicja. Weiss kochał tę technikę, która dawała mu możliwość najbardziej bezpośredniego dialogu z naturą. Malował akwarelą słoneczne kalwaryjskie sady, Kraków, perłowo-błękitną Wenecję i Niceę, w tonacjach przypominającą obrazy Cézanne’a.

Kotowicz patrzy ku tym wszystkim wspomnianym artystom z największym uznaniem, przejmując od nich to, co najlepsze w tradycji naszego malarstwa. Kocha naturę, promienie światła rozkładające się na ścianach jego drewnianego dworu, żółte kwiaty słonecznika, różowe malwy i stare, skrzypiące schody do lamusa.

Farby akwarelowe ma zawsze przy sobie, do pospiesznych szkiców, do wypełniania ołówkowego rysunku kolorami, które wychwytuje z otaczającego go świata.

Przysiada w plenerze i maluje, w gronie przyjaciół patrzy na czyjąś interesującą twarz. Tak powstają portrety lekkie, świetliste, niezobowiązujące, syntetyczne, skupione na motywie, poszukujące tego, co najważniejsze. Maluje też swoje autoportrety, analizuje twarz i piętno, jakie odbija na niej upływający czas.

Mając przed sobą cały zbiór akwarel Pawła Kotowicza, z przyjemnością można się w nich zagłębić, pójść tropem tego właśnie mijającego czasu, pochylić się nad okruchami życia, spojrzeć okiem artysty na pejzaż i w nim się zatopić.

Pierwsze notowane akwarele powstały na początku jego studiów w krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych (1989–1994). Na niewielkich kartkach papieru, mocno rozwodniona farba wydobywa sylwety drzew rosnących wzdłuż ścieżki czy też trawiastego parowu. Z plam akwarelowej farby wyłania się masyw wodnego młyna, z Błoń patrzymy na Kopiec Kościuszki. Koledzy w pracowni stoją przy sztalugach, prawie niewidoczni, dotknięci jedynie smugami jasnej farby. Potem Paweł Kotowicz będzie malował portrety, które staną się po latach pamiątką przyjaźni z wieloma znanymi artystami (Andrzej Borowski, Józef Panfil, Stanisław Chomiczewski, Jerzy Duda-Gracz, Józef Wilkoń, Janusz Szpyt i inni).

Pierwsze artystyczne wakacje w Grecji w 1990 roku przynoszą również studia akwarelowe, delikatnie muśnięte na papierze, jak sam artysta je określa – japonizujące. Architektura i koloryt wyspy Santorini nakierowywały artystę na tę ulotność zapisu. Letnie miesiące to nie tylko południowa Europa, Kotowicz studiuje również rodzimy pejzaż, okolice domu, najbliższe sercu wiejskie pola i pagórki, a przede wszystkim skoszone już zboża zebrane w malownicze snopki, które dzisiaj niestety już zniknęły z naszego krajobrazu. Ich złoty kolor malarz zestawia z głęboką zielenią drzew, z rzędami słoneczników i barwną mozaiką zabudowań.

W latach 1992–1996 Paweł Kotowicz namalował kilkanaście dużych kompozycji widokowych rodzinnej Trzebini, które po latach stały się bezcenną dokumentacją miejsc już dziś w takiej formie nieistniejących. Oddane z wielką dbałością o szczegół, pokazują starą zabudowę miasta, kamienice, podwórka, rynek, wozy z końmi i ludzi odzianych w niedzisiejsze ubrania. 

Od 1992 roku często odwiedza Czechy, a w szczególności Czeski Krumlov, gdzie szkicuje w akwareli tamtejszą architekturę. W Czechach odkrywa akwarelistę z I poł. XX wieku, Jaroslava Šetelíka, którego technikę podziwia i nią się inspiruje. Nigdy jednak dla Kotowicza akwarela nie stanie się techniką wiodącą, ustępując zawsze miejsca pastelom i farbom olejnym.

Artysta dużo podróżuje, głównie na zachód i południe Europy, do Niemiec, Włoch i Francji, gdzie podziwia architekturę starych miasteczek, zamków i katedr. Uwodzi go Wenecja, jej aura, której nigdy nie mogli się oprzeć malarze, miasto poprzecinane kanałami, w których nurzają się stare pałace, a srebrno-błękitna woda uderza o kadłuby czarnych, przycumowanych rzędami gondoli. We Francji podziwia gotyk, maluje akwarelą monumentalne portale katedr w Bourges i Sens, wznosi pędzlem ku górze kolumny i kolumienki, postaci świętych i anioły. Mistrzowskimi dotknięciami kładzie na nich refleksy światła, nadając im ulotnego piękna.  

Charakterystyczne dla twórczości Pawła Kotowicza są również martwe natury, które w technice akwarelowej przechodzą ewolucję od pospiesznych notatek łapiących jedynie formę i kolor przedmiotów, ku malowanym w latach 2020–2023 niewielkim kompozycjom o bogatym rysunku i kolorystyce. W tych akwarelach, kwiaty w wazonach, porcelanowe dzbanki i cukiernice ustawione są na stołach, z których spływają ku podłodze kaskady barwnych draperii.

Akwarela jest techniką poetycką i kontemplacyjną, której ulotność, delikatność i podatność na przypadek odzwierciedla nietrwałość życia, przemijanie oraz kruchość chwili. Jest to farba rozpuszczalna w wodzie z minimalnym spoiwem (guma arabska, miód, gliceryna), nie kryjąca podłoża. Biel papieru przebija się w niej przez przezroczyste warstwy rozcieńczonej wodą farby, tworząc efekty niemożliwe do uzyskania w olejnych czy akrylowych technikach.

Prace akwarelowe Pawła Kotowicza są wynikiem przyrastającego latami doświadczenia. Farba, coraz mniej rozwodniona, nasyca się kolorem, a rysunek jest ­podporządkowany większej dyscyplinie.  

Wiedząc, że akwarela nie pozwala na poprawki, że każde błędne pociągnięcie pędzla jest nieodwracalne, gdyż farba wchłania się szybko w podłoże, maluje coraz mniej nonszalancko, a bardziej mistrzowsko. Widać, że osiągnął pewność siebie, a umiejętność pracy alla prima wyprzedziła intuicję. 

Nadal jednak spontaniczność tej techniki daje w efekcie jej autentyczność i czyni każdą jego akwarelę dziełem unikalnym, najlepiej odzwierciedlającym dynamikę pracy, jego emocje i twórczą intuicję.

W muzeach i galeriach oglądając skromne prace rysunkowe lub akwarelowe znanego artysty – pisze Paweł Kotowicz – dostrzegam w nich bardziej geniusz twórcy, niż w jego sztandarowych obrazach na płótnie. I jest to może klucz do zrozumienia fenomenu akwareli i jej miejsca w całości oeuvre malarza.

Stopka strony

Muzeum Historyczne w Bielsku-Białej
adres ul. Wzgórze 16, 43-300 Bielsko-Biała
telefon kasa / zwiedzanie / przewodnik: 33 817 13 61
e-mail sekretariat@muzeum.bielsko.pl
strona www www.muzeum.bielsko.pl
Sekretariat czynny: 9:00 - 14:00

Prawa autorskie. W braku odmiennego zastrzeżenia, prawa autorskie do treści niniejszej strony internetowej posiada Muzeum Historyczne w Bielsku Białej. Żadne materiały, poza materiałami określonymi jako materiały do pobrania, znajdujące się na niniejszej stronie internetowej nie mogą być reprodukowane lub przesyłane w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób bez pisemnego zezwolenia jej Właściciela. Treści w materiałach do pobrania nie mogą być w żaden sposób modyfikowane bez pisemnej zgody Właściciela tej strony internetowej.

RODO

Zastrzeżenia prawne. Właścicielem i operatorem niniejszej strony internetowej jest Muzeum Historyczne w Bielsku – Białej z siedziba przy ulicy Wzgórze 16, 43-300 Bielsko - Biała. Publikowane na stronie internetowej informacje i cenniki nie stanowią oferty handlowej w rozumieniu art. 66 Kodeksu Cywilnego. Muzeum Historyczne w Bielsku – Białej dokłada wszelkich należytych starań w celu zapewnienia rzetelności prezentowanych informacji. Istnieje jednak zawsze ryzyko pojawienia się pewnych nieścisłości.